Samotna miłość…

Bóg stworzył świat, bo czuł się samotny. To zdanie powtarza Jakub – bohater “S@motności w sieci”.
Skoro nawet Bóg nie chce być sam to tym bardziej człowiek powinien być z kimś kogo kocha. Jakub jest samotny.
Traci miłość gdy Ona odchodzi albo On sam odchodzi. Jakub chce być samotny, bo cóż piękniejszego może być od niespełnionej miłości?
Spełniona miłość! Twierdzą ci co szczęśliwie kochają. Ale spełnienie niesie z sobą rutynę i nudę codzienności. Niespełnienie – emocje i dreszcz oczekiwania.
Jakub jest samotny nawet, gdy kocha. Bo Jakub kocha przez internet. Ten cud techniki sprawia, że świat mieści się w komputerze. Pozwala być obok tych, którzy są bardzo daleko. Daje złudzenie bliskości i pozwala marzyć. Ale pozwala też grać i udawać. Miłość wymaga bliskości ukochanej osoby. Dlatego Jakub nawet gdy kocha jest samotny. A przecież nawet Bóg nie chciał być sam…
Iwona E. Kowalska

Janusz L. Wiśniewski
Z autorem “Samotności w Sieci” Januszem L. Wiśniewskim, rozmawia Iwona Kowalska

Janusz L. Wiśniewski
Kim jest Pana czytelnik, dla kogo Pan pisze?
Janusz L. Wiśniewski: Gdy piszę swoje naukowe artykuły i informatyczno-chemiczne książki to wiem, że piszę dla 300 może maksymalnie 400 ludzi na świecie zajmujących się komputerowo wspomaganą nomenklaturą chemiczną. Najważniejszych z nich znam nawet osobiście.
Gdy pisałem “Samotność w Sieci” pisałem ją…. wyłącznie dla siebie. Potem tak wyszło, że wydostała się z szuflady i wzrusza tysiące ludzi. Kobiet i mężczyzn. Przy mojej drugiej książce, “Zespoły Napięć” nie zastanawiałem się dla kogo piszę. Książka jest o kobietach, ale najwięcej dowiedzą się, moim zdaniem, o sobie z tej książki mężczyźni.
W wywiadach twierdzi Pan, ze pisze dla kobiet, bo to one a nie mężczyźni, czytają książki.
J.L.W: W wywiadach twierdzę, że 70% osób kupujących książki to kobiety. I to jest prawda. Wiele z tych kobiet przychodzi kupować książki dla swoich mężczyzn. Mężczyźni czytają tak samo dużo jak kobiety tylko, że czytają zupełnie inną literaturę. Zawodową, prasę, dokumentację. Nie mają często czasu na nic innego poza tym. Kobiety chcą z literatury czerpać nie tylko wiedzę. Chcą także czerpać emocje. Od pewnego czasu ja także tego chcę. Dosyć napisałam się do świadomości: doktorat, habilitacja, artykuły naukowe. I tak powstał pomysł aby napisać “Samotność…” a następnie “Zespoły napięć”.
W moim przekonaniu pisze Pan dla kobiet bo to one a nie mężczyźni czytają romanse. A “Samotność..” jest romansem.

Samotność w sieci
J.L.W: Romansem może być, proszę Pani, wszystko. Jakiś czas temu recenzowałem dla mojego wydawnictwa Prószyński i S-ka popularno-naukową książkę prof. Jerzmanowskiego pt. “Geny i życie”. I to także był romans. Romans Jerzmanowskiego z biologią i genetyką. Tę książkę czytają głównie mężczyźni. Oczywiście, że “Samotność…” jest omansem. I to nie jednym. Ktoś napisał, że “Samotność..” to powieść szkatułkowa. Z jednej historii utor snuje drugą, z drugiej trzecią. I wszystkie z nich to romanse.
Czy relacja głównego bohatera Jakuba do genetyki to nie romans? Czy historia o tym co stało się z mózgiem Einsteina po jego śmierci to nie historia niesamowitego romansu? Czy historia Jennifer erotyzującej na temat historii oper i muzyki poważnej to nie najprawdziwszy romans?
Poza tym w są w “Samotności..” romanse typowe. Normalne. Z wyznaniami, poezją, czułością, dotykiem i seksem. Któryś z recenzentów zarzucił mi nawet, że “Samotność..”, cytuję “ociera się o pornografię”. Oczywiście, że się ociera. Według mnie naprawdę dobry seks musi “ocierać się o pornografię”. Ale to tak na marginesie.

Los powtórzony
Deklaruje Pan, ze pisze o kobietach bo “są fascynujące znacznie bardziej niż mężczyźni” a ja uważam, że Pan nie lubi kobiet. W “Samotności” umierają lub odchodzą, w “Zespole napięć” pełne są przyziemnej fizjologii. Daleko im do muz stawianych na piedestale przez romantycznych poetów.
J.L.W: Proszę Pani, jeśli mężczyźni stawiają kobiety na piedestale, to głównie po to aby zajrzeć im pod spódnice. Ja nie stawiam kobiet na takich piedestałach. I to nie dlatego, że mnie nie interesuje ich bielizna. Kobiety są właśnie fascynujące przez swoją - jak Pani to nazywa – “przyziemną fizjologię”. Wiedziałem o tym od dawna, ale utwierdziła mnie w mojej wiedzy Natlie Angier, uhonorowana nagrodą Pulitzera autorka niezwykłej książki: “Kobieta – geografia intymna”.
Jej wizja kobiecości, jedna z najciekawszych i najbardziej radosnych, powstała z tzw. biologii wyzwolenia. Jednym z elementów tej teorii jest uznanie, że objaśnianie ciała kobiet i jego fizjologii prowadzi do lepszego obcowania z tymi, którzy te kobiety kochają. W “Zespołach Napięć” fizjologia jest tylko pretekstem do opowiedzenia niezwykłych historii mniej lub bardziej wynikających z tej fizjologii.
W “Samotności..” kobiety odchodzą (załóżmy, że umieranie to nie jest akt wyboru i wolnej woli). Ma Pani rację. Myśli Pani, że opisywanie przeze mnie kobiet które odchodzą (w poszukiwaniu szczęścia, którego nie znalazła w aktualnym związku) jest dowodem. że ich nie lubię!? Ja przyznaję im rację. Zgadzam się z nimi. Mają jedno życie. Mają prawo odejść. Lubię je za to.
A muzy… o muzach chce się czytać głównie w encyklopediach i rzadko chce się iść z nimi na kolacje lub je dotykać.
Według Pana miłość to chemia a nie metafizyka, chemia z krótszym lub dłuższym okresem rozpadu pierwiastków, a wiec trzeba kochać wiele razy żeby być szczęśliwym?
J.L.W: Gdy astrofizyk opisuje w swoim artykule naukowym Słońce i zajmuje się reakcjami termojądrowymi w jego wnętrzu nie oznacza to absolutnie, że ten sam astrofizyk nie zachwyci się zachodem tego samego Słońca na plaży w Ustce. To po pierwsze. Nie. Według mnie miłość nie jest tylko chemią. To, że napisałem jako habilitowany chemik o tym artykuł do “Newsweeka” nie oznacza, że ja uważam, że miłość to wyłącznie chemia, a dokładnie trwająca, według ostatnich wyników badań, 18 miesięcy do 4 lat reakcja chemiczna. Uważam, że kochając wytwarzamy w mózgu, głównie tam, ale nie tylko, pewne substancje chemiczne, ale nie wiem dlaczego je wytwarzamy? Dlaczego wytwarzamy je w obecności tej osoby a nie innej? Dlaczego wiersz Tetmajera u zakochanych wywołuje inny obraz mózgu zarejestrowany przez tomograf niż u tych, którzy aktualnie nie kochają?
Kochać wiele razy aby być szczęśliwym ??
Don Juan tak miał. Był uzależnionym od fenyloetyloaminy w jego mózgu. Ona działa podobnie jak amfetamina. Ale to Don Juan. Miał krótkie chwile szczęścia. Ograniczone głównie do czasu trwania orgazmu. A ten u mężczyzn jest minimum 10-krotnie krótszy niż u kobiet. A to że przeszedł do kanonu literatury świadczy tylko o tym, że literatura zawsze interesowała się perwersją i narkotykami…Mnie także w “Samotności..” nie udało się odejść od tego kanonu.
Chemia wyklucza jedną miłość na całe życie?
J.L.W: Miłość na całe życie wyklucza tylko śmierć. Ale to także chemia. Prędkość reakcji w mózgu w momencie zgonu spada do zera. Kończy się cała “chemia”. Nie. Chemia nic nie wyklucza. Po amfetaminowym rauszu zakochanych (fenyloetyloamina) przychodzi ukojenie i spokój dzięki czemuś podobnemu do morfiny. Taka wewnętrzna morfina nie wstrzykiwana do żył, ale wytwarzana w mózgu to endorfina. I ta endorfina to oksytocyna. Wytwarza respekt, szacunek i przywiązanie. Jej poziom w mózgu nie spada. W noc po złotych godach jej poziom w mózgu jest ciągle taki sam. Tylko nie wszyscy uważają, że “szacunek i przywiązanie” im wystarczą, aby być z kimś “na całe życie”
(IKA)





