Czas…towarzysz naszego życia.
Czas płynie z prędkością światła. W pewnym wieku.
Nie dosyć, że gdy przekroczymy magiczną, -stkę to jest go coraz mniej, to na dodatek zachowuje się jak samochód, którego kierowca ciężką nogę położył na pedale gazu. Poddani przeciążeniu przyspieszenia bywa, że przeoczymy moment, gdy trzeba zacząć hamować. I lecimy niczym pocisk do końca swoich dni.
Tylko, po co?
Nikt chyba na łożu śmierci nie narzekał, że pracował za mało. Wielu za to żałowało, że nie żyło. Niektórzy z nas mają na tyle rozumu żeby- przekroczywszy ową -stkę, ostro wyhamować i stwierdzić: ja już nie muszę.
Nie muszę zdobywać stanowisk, bo już je miałam i wiem jak smakują. Nie muszę gromadzić majątku, bo to, co mam mi wystarcza a więcej i tak nie skonsumuję. Nie muszę sobie udowadniać, że jestem w czymś dobra, że mogę, że potrafię – bo już to wiem a zdanie innych zupełnie mnie nie obchodzi.
Gdy uda się nam przystopować znajdujemy między pracą i życiem, czas dla przyjaciół, czytanie w ogrodzie. Znajdujemy przyjemność w prostej codzienności.
Jak palacz, który rzucił palenie odzyskujemy smak i węch. Smakujemy życie, czujemy jego zapach, odnajdujemy zniewalającą przyjemność w leniwym celebrowaniu chwil. Odnajdujemy wtedy w sobie zagubioną w biegu łagodność, dystans i wewnętrzny spokój. Przestajemy myśleć, że gdzieś byłoby ciekawiej, z kimś innym byłoby lepiej. Otwieramy szeroko oczy i zaczynamy dostrzegać kwiaty i drzewa w ogrodzie. Potrafimy na zawodowe i życiowe klęski popatrzeć jak na drzewo leżące w poprzek drogi, które zatrzymuje nas na chwilę i pozwala nad sobą przejść.
Mówimy sobie: tak musiało być.
I co najważniejsze, któregoś dnia stwierdzamy, że życie naprawdę piękne jest!
Zachwytu nad życiem czytelnikom Naszego Zdrowia życzy
Iwona E. Kowalska
Redaktor Naczelna Naszego Zdrowia






